Szybka notka w ramach powrotu do blogowania, tym razem o tym co nowego do czesania udało mi się zdobyć.
Grzebień z The Body Shop
Zdecydowałam się na niego, ponieważ nie miałam ani jednego grzebienia, a ten miał dobre recenzje. W przeszłości zawsze używałam szczotek, przez moje ręce przewinął się tylko jeden grzebień z szeroko rozstawionymi zębami, którego używałam na co dzień, ale nie wspominam czesania nim najlepiej. Muszę przyznać, że grzebień z TBS również się na moich włosach nie sprawdził. Po prostu za bardzo się plączą i jedynie Tangle Teezer daje im radę. Nie widzę szans, żeby tego typu grzebień poradził sobie z moimi kołtunami, dlatego mogłabym używać tego grzebienia jedynie na rozczesanych już włosach, ale na ogół nie widziałam takiej potrzeby. Na plus muszę zaliczyć mu solidne wykonanie, jest to grzebień drewniany i wygląda jakby miał się sprawować przez długi czas. Plastikowe nie raz udało mi się połamać :D
Chińska wersja Tangle Teezer
O szczotce dowiedziałam się z bloga animaluje. Lubię zakupy na ebayu, szczotka była tania, więc pomyślałam a co mi tam, wypróbuję :) Po prawie miesiącu szczotka trafiła w moje ręce no i albo nie miałam szczęścia, albo po prostu cudów nie ma i w tej cenie nie można kupić szczotki tak świetnej jak TT. Na pierwszy rzut oka jest identyczna, jednak różnią się tworzywem, z którego je wykonano. Na plus podróbki mogę zaliczyć matową powierzchnię, przez co lepiej trzyma się w dłoni, poza tym o dziwo części szczotki zdają się lepiej do siebie przylegać. Pod każdym innym względem chińska wersja ponosi sromotną klęskę. Włoski są bardziej twarde i sztywne, nieprzyjemnie drapią głowę, do tego podczas czesania szczotka nie przechodzi tak gładko jak oryginał. Jako ciekawostkę dodam, że chciałam użyć podróbki do
naciągnięcia włosów przy prostowaniu (raz na ruski rok mi się to
zdarza). Od nagrzanych włosów powyginały jej się włoski :D Moim zdaniem nawet przy prawie 10-krotnej różnicy ceny nie warto kupować tej szczotki, lepiej odłożyć te 6zł i powoli zbierać na oryginalną TT.
Podsumowując, dla moich włosów Tangle Teezer jest jednak nie zastąpiony. Pisałam o nim w tym wpisie :)
Sesja w końcu pomyślnie zakończona, mogę więc wrócić do bloga :D Dzisiaj będzie o moich odczuciach co do szczotek Tangle Teezer i Detangle Brush.
Odkąd pamiętam miałam problemy z rozczesywaniem włosów. Używałam grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami, później przerzuciłam się na okrągłą szczotkę, ale codzienne szarpanie z włosami ciągle mi towarzyszyło. W końcu jednak skusiłam się na zakup szczotki Tangle Teezer i od tego czasu jest dużo lepiej.
Tangle Teezer
Opis z polskiej strony:
Takiej szczotki jeszcze nie było!
Dzięki zastosowaniu innowacyjnego kształtu ząbków ze specjalnego
elastycznego tworzywa, szczotka działa niewiarygodnie delikatnie i
skutecznie.
Szczotka Tangle Teezer dostosowuje się do włosów, nie
ciągnie splątanych kosmyków, czesze delikatnie i cicho zapewniając
gładkie i lśniące włosy w mgnieniu oka. Codzienne szczotkowanie włosów
szczotką Tangle Teezer wpływa na zwiększenie ich połysku!
Tangle Teezer dostępny jest w wariantach: Flower Pot - czyli dla dzieci, Compact Styler - kompaktowa wersja do podróży, Aqua Splash - wodoodporna do używania pod prysznicem czy na basenie, Salon Elite i standardowa. Wszystkie posiadają różne wersje kolorystyczne, ja wybrałam różową.
Szczotka nie wydaje się być szczególnie solidnie wykonana, górna i dolna część nie przylegają do siebie idealnie, parę razy po upadku rozpadła się na pół. Do tego włoski dość szybko się powyginały, choć muszę przyznać, że nigdy jakoś wyjątkowo delikatnie się z tą szczotką nie obchodziłam. Nie posiada rączki, więc należy ją trzymać od góry. Na początku ciężko było mi i często mi wypadała, jednak z czasem się przyzwyczaiłam.
Tangle Teezer z pewnością spełnił moje oczekiwania. Rozczesuje bardzo dobrze, gładko przechodzi przez włosy, a gdy natrafi na kołtun wystarczy parę razy przejechać i bez problemu sobie z nim poradzi. Jest delikatny i nie ciągnie włosów, nigdy nie zamieniłabym go na zwykłą szczotkę :)
Detangle Brush
O ile nie spotkałam się z innym TT, tak Detangle Brush widziałam w różnych wersjach, różniących się nazwą, kolorem, opakowaniem i zapewne też i producentem. Jednak z zamieszczonych w Internecie opinii wynika, że sprawują się w sumie tak samo. Tak więc praktycznie tę samą szczotkę możemy znaleźć pod nazwami: De tangle, Dtangler, Macadamia No Tangle Brush, TUFT Detangle Brush. Ja mam właśnie tę ostatnią, która dostępna jest tylko w kolorze czarno-czerwonym.
A to różne rodzaje szczotek:
Szczotka ma włoski ułożone podobnie jak w TT, jednak nieco dłuższe. Dodatkowo ma też rączkę, która jednak zupełnie nie sprawdza się podczas czesania na mokro! Ja swoje włosy rozczesują podczas mycia siedząc w wannie, mam mokre ręce, do tego na włosy nałożoną mam śliską odżywkę. Rączka szczotki zwęża się ku dołowi, przez co najzwyczajniej w świecie mi się wyślizguje. Nie dałam jednak za wygraną i kupiłam w Praktikerze takie małe okrągłe i wypukłe nalepki, do podklejania przedmiotów od spodu, żeby się nie przesuwały. Obkleiłam nimi rączkę i na szczęście sprawdziły się antypoślizgowo i szczotka już mi tak nie wypadała.
Moja „ulepszona” szczotka z opakowaniem.
Porównanie: Tangle Teezer vs. Detangle Brush
Tangle Teezer ma krótsze włoski, przez co gorzej sprawdza się przy gęstych włosach. Są one też bardziej giętkie, przez co łatwiej się niszczą, ale i delikatniej czeszą. Początkowo zaletą TUFT Detangle Brush wydawała mi się rączka, jednak ciężko ją trochę utrzymać. TT chyba jednak łatwiej się trzyma, przez co lepiej można czesać włosy przy głowie. Oczywiście drugą szczotkę też można złapać „od góry”, jednak nie jest do tego wyprofilowana.
Osobiście preferuję szczotkę TUFT, mimo, że komfort czesania jest mniejszy. Wolę jednak z kołtunami radzić sobie raz a dobrze. Łatwiej jest też rozczesać długie włosy z tyłu.
Spore znaczenie ma też cena, za Tangle Teezera zapłaciłam około 60zł, natomiast Detangle Brush kosztował mnie 35zł, czyli prawie o połowę mniej.
TUFT po około 3 miesiącach używania i TT po pół roku.
Na koniec
Ciekawą opcją wydaje się też szczotka Michel Mercier, występująca w trzech odmianach - do włosów cienkich, zwykłych i gęstych. Posiada jeszcze inaczej rozmieszczone włoski i rączkę, która chyba jednak nie byłaby wiele lepsza niż w szczotce TUFT :/. Z tego co się orientowałam koszt takiej szczotki kupując z zagranicy to około 70zł, czyli jeszcze więcej niż Tangle Teezer. Póki co wstrzymam się z zakupem, ale może kiedyś... :)