Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tangle teezer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tangle teezer. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2013

O szczotkach - Tangle Teezer i Detangle Brush

11 komentarzy
Sesja w końcu pomyślnie zakończona, mogę więc wrócić do bloga :D Dzisiaj będzie o moich odczuciach co do szczotek Tangle Teezer i Detangle Brush.
Odkąd pamiętam miałam problemy z rozczesywaniem włosów. Używałam grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami, później przerzuciłam się na okrągłą szczotkę, ale codzienne szarpanie z włosami ciągle mi towarzyszyło. W końcu jednak skusiłam się na zakup szczotki Tangle Teezer i od tego czasu jest dużo lepiej.

Tangle Teezer

Opis z polskiej strony:
Takiej szczotki jeszcze nie było! Dzięki zastosowaniu innowacyjnego kształtu ząbków ze specjalnego elastycznego tworzywa, szczotka działa niewiarygodnie delikatnie i skutecznie.
Szczotka Tangle Teezer dostosowuje się do włosów, nie ciągnie splątanych kosmyków, czesze delikatnie i cicho zapewniając gładkie i lśniące włosy w mgnieniu oka. Codzienne szczotkowanie włosów szczotką Tangle Teezer wpływa na zwiększenie ich połysku!
Tangle Teezer dostępny jest w wariantach: Flower Pot - czyli dla dzieci, Compact Styler - kompaktowa wersja do podróży, Aqua Splash - wodoodporna do używania pod prysznicem czy na basenie, Salon Elite i standardowa. Wszystkie posiadają różne wersje kolorystyczne, ja wybrałam różową.

Szczotka nie wydaje się być szczególnie solidnie wykonana, górna i dolna część nie przylegają do siebie idealnie, parę razy po upadku rozpadła się na pół. Do tego włoski dość szybko się powyginały, choć muszę przyznać, że nigdy jakoś wyjątkowo delikatnie się z tą szczotką nie obchodziłam. Nie posiada rączki, więc należy ją trzymać od góry. Na początku ciężko było mi i często mi wypadała, jednak z czasem się przyzwyczaiłam.

Tangle Teezer z pewnością spełnił moje oczekiwania. Rozczesuje bardzo dobrze, gładko przechodzi przez włosy, a gdy natrafi na kołtun wystarczy parę razy przejechać i bez problemu sobie z nim poradzi. Jest delikatny i nie ciągnie włosów, nigdy nie zamieniłabym go na zwykłą szczotkę :)

Detangle Brush

O ile nie spotkałam się z innym TT, tak Detangle Brush widziałam w różnych wersjach, różniących się nazwą, kolorem, opakowaniem i zapewne też i producentem. Jednak z zamieszczonych w Internecie opinii wynika, że sprawują się w sumie tak samo. Tak więc praktycznie tę samą szczotkę możemy znaleźć pod nazwami: De tangle, Dtangler, Macadamia No Tangle Brush, TUFT Detangle Brush. Ja mam właśnie tę ostatnią, która dostępna jest tylko w kolorze czarno-czerwonym.
A to różne rodzaje szczotek:
Szczotka ma włoski ułożone podobnie jak w TT, jednak nieco dłuższe. Dodatkowo ma też rączkę, która jednak zupełnie nie sprawdza się podczas czesania na mokro! Ja swoje włosy rozczesują podczas mycia siedząc w wannie, mam mokre ręce, do tego na włosy nałożoną mam śliską odżywkę. Rączka szczotki zwęża się ku dołowi, przez co najzwyczajniej w świecie mi się wyślizguje. Nie dałam jednak za wygraną i kupiłam w Praktikerze takie małe okrągłe i wypukłe nalepki, do podklejania przedmiotów od spodu, żeby się nie przesuwały. Obkleiłam nimi rączkę i na szczęście sprawdziły się antypoślizgowo i szczotka już mi tak nie wypadała.
 Moja „ulepszona” szczotka z opakowaniem.

Porównanie: Tangle Teezer vs. Detangle Brush

Tangle Teezer ma krótsze włoski, przez co gorzej sprawdza się przy gęstych włosach. Są one też bardziej giętkie, przez co łatwiej się niszczą, ale i delikatniej czeszą. Początkowo zaletą TUFT Detangle Brush wydawała mi się rączka, jednak ciężko ją trochę utrzymać. TT chyba jednak łatwiej się trzyma, przez co lepiej można czesać włosy przy głowie. Oczywiście drugą szczotkę też można złapać od góry, jednak nie jest do tego wyprofilowana.
Osobiście preferuję szczotkę TUFT, mimo, że komfort czesania jest mniejszy. Wolę jednak z kołtunami radzić sobie raz a dobrze. Łatwiej jest też rozczesać długie włosy z tyłu.
Spore znaczenie ma też cena, za Tangle Teezera zapłaciłam około 60zł, natomiast Detangle Brush kosztował mnie 35zł, czyli prawie o połowę mniej.
 TUFT po około 3 miesiącach używania i TT po pół roku.

Na koniec

Ciekawą opcją wydaje się też szczotka Michel Mercier, występująca w trzech odmianach - do włosów cienkich, zwykłych i gęstych. Posiada jeszcze inaczej rozmieszczone włoski i rączkę, która chyba jednak nie byłaby wiele lepsza niż w szczotce TUFT :/. Z tego co się orientowałam koszt takiej szczotki kupując z zagranicy to około 70zł, czyli jeszcze więcej niż Tangle Teezer. Póki co wstrzymam się z zakupem, ale może kiedyś... :)

Ah, te reklamy... :D