niedziela, 18 sierpnia 2013

Włosowa aktualizacja - 18.08.2013

23 komentarzy
Równe trzy miesiące po poprzedniej, spóźniona aktualizacja. Jakoś w lato nie mogłam się zmusić do rozpuszczenia włosów :)


Zdecydowaną większość czasu moje włosy spędziły w warkoczu, w końcu jest też na tyle ciepło, że mogłam sobie odpuścić suszarkę. Dzięki wakacjom miałam czas częściej coś na nie nałożyć, choć nie jestem tak regularna, jak planowałam.
Jeszcze porównanie ze zdjęciem sprzed 5 miesięcy:


Na pierwszym są bardziej skręcone, ale też i głowę mam bardziej odchyloną do tyłu. Coś tam chyba urosły xP
Ciągle chodzi mi po głowie prostowanie Encanto, ale na razie nie mogę się ostatecznie zdecydować...

sobota, 3 sierpnia 2013

Oczyszczanie

2 komentarzy
W końcu przyszedł czas na porządne oczyszczenie skóry głowy :) Może to i głupie, ale zawsze mam problem z dokładnym umyciem głowy, ze względu na plączące się i ciągnące w dół włosy ciężko mi czasem dotrzeć do skóry. Z kolei mycie głową w dół kończy się u mnie kołtunem prawie nie do rozczesania i nie dałabym rady robić tego codziennie.
Postanowiłam zrobić sobie peeling korzystając z chyba najpopularniejszego sposobu, jakim jest zmieszanie cukru (w moim przypadku trzcinowego) z szamponem. Wybrałam Radical, który pod względem oczyszczania jest moim ulubionym, do tego dodałam jeszcze odrobinę błota do włosów z glinką Ghassoul z Bielendy (kupiłam wersję w saszetce). Mimo moich małych obaw cukier sprawdził się bardzo dobrze, nie skleił mi włosów i nie było problemów z wypłukaniem go. Na koniec pozostałość błota nałożyłam na całe włosy i trzymałam kilkanaście minut.

 
Efekt bardzo mnie zadowolił, skóra głowy była porządnie oczyszczona, a włosy świeże i czyste. Mam też wrażenie, jakby nieco mniej się później przetłuszczały. Muszę teraz pamiętać, żeby częściej się moimi włosami zająć w ten sposób :)

sobota, 1 czerwca 2013

Recenzja farby Herbatint FF5 Piaskowy blond

14 komentarzy
Doszłam do wniosku, że powinnam przestać znęcać się nad włosami i przestać farbować mocno chemicznymi farbami. O powrocie do naturalnych nie było mowy, dlatego zdecydowałam się na farbę Herbatint - ziołową i m.in. bez amoniaku. Kolor, który wybrałam to piaskowy blond z serii modny błysk.

Przed zakupem

Długo zastanawiałam się jakiej marki farbę wybrać, poza Herbatintem rozważałam Biokap i Color&Soin, na tę pierwszą zdecydowałam się po zapoznaniu paletą kolorów i pozytywnymi opiniami. Wybór koloru był trudny bo przy tego typu farbach ciężko przewidzieć efekt, obawiałam się rudości i tego, że rozjaśnienie nie będzie widoczne. Dużo czytałam o tym, jak pomocna przy wyborze koloru jest pani pracująca w Herbatincie, udzielając informacji na temat tego, jak wychodzą, możliwościach mieszania itp. Sama mogę to potwierdzić, bo również dostałam rzeczową odpowiedz na wątpliwości :) Swoją farbę kupiłam w niewielkim sklepiku w jednej z mniejszych galerii w moim mieście, nie wiem czy panie tam pracujące miały jakiś związek z Herbatintem, ale również były bardzo miłe i potrafiły doradzić. W końcu kupiłam dwa opakowania w cenie 39,90zł każde.

Co dostałam

Design pudełka jest dość skromny, dwukolorowy, nie zobaczymy tu modelki z burzą lśniących włosów tylko bardziej zwyczajną.


W jednym opakowaniu znajdziemy:
  • buteleczkę żelu koloryzującego Herbatint, 60ml
  • buteleczkę emulsji Glycol Developer, 60ml
  • saszetkę Królewskiej Odżywki w kremie lub Szamponu normalizującego, 15ml (ja w obu opakowaniach trafiłam na odżywkę, koleżanka z tego co wiem też zawsze ją miała, tak że nie wiem czy w ogóle kiedykolwiek dołączają ten szampon)
  • parę rękawiczek
  • instrukcję użycia w języku polskim
  • wydrukowaną paletę wszystkich kolorów dostępnych w Herbatincie

Skład

Żel koloryzujący:
laureth-5; propylene glycol; aqua; PEG-2 oleamine; ethanolamine; aloe barbadensis extract; PEG-75 meadowfoam seed oil; echinacea angustifolia extract; betula alba leaf extract; hamamelis virginiana extract; sodium metabisulfite; p-aminophenol; p-phenylenediamine; tetrasodium EDTA; cetrimonium chloride
Emulsja:
aqua; hydrogen peroxide; etidronic acid; cetrimonium chloride
Odżywka:
aqua; citric acid; cetyl alcohol; lanolin alcohol; aloe barbadensis extract; triticum vulgare germ oil; jojoba oil; moringa pterygosperma seed extract (and) glycerin; ascorbic acid; tocopheryl acetate; imidazolidinyl urea; methyl gluceth -20; ethoxydiglycol oleate; sodium dehydroacetate; PPG-3 benzyl ether myristate; behentrimonium chloride; sodium benzoate; rice bran oil; aroma

Moje włosy przed Herbatintem

Mój naturalny kolor to ciemny blond i miałam w nim już dość spore odrosty. Włosy farbuję od ponad dwóch lat, przerabiałam zarówno farbowanie u fryzjera jak i w domu, farbami drogeryjnymi, tradycyjnymi i piance. Wśród kolorów przewinęły się jasny brąz, rudości, blondy ciemne bądź średnie. Ostatnie co miałam na głowie to jasny beżowy blond z Loreala.

Użycie

 Zapach farby był... dziwny. Na tyle dziwny, szukałyśmy z koleżanką daty ważności farby, której jednak na opakowaniu nie było. Konsystencja była oleista, farba była bardzo wodnista przez co lała się i była ciężka do nałożenia. Dwa opakowania to okazało się odrobinę za mało jak na moje włosy, choć z farbami drogeryjnymi miałam podobnie, a nawet gorzej. Trzymałam farbę jak zalecano 30min na odrostach i 10min na reszcie włosów.

Efekt końcowy

Mimo obaw, że farba mi nie rozjaśni włosów blond wyszedł jasny :) Złapało równomiernie na wszystkich włosach, odrosty nie odcinają się od reszty, choć na farbowanych już włosach kolor jest może odrobinę mniej intensywny i ciemniejszy, ale prawie tego nie widać.


Powyżej robione w ponury dzień zdjęcie tego, jak wyszedł kolor, ale w sumie to lepiej się nim nie sugerować, bo nie za bardzo umiem go uchwycić.

Cena i dostępność

Jedno opakowanie farby Herbatint kosztuje 39,90zł. Można ją kupić stacjonarnie i przez Internet.

Podsumowanie

Farba spełniła moje oczekiwania i zamierzam kupić kolejne opakowania, gdy pojawią się odrosty. Nie liczę na to, że nie będzie w ogóle niszczyła moich włosów, ale na pewno lepsze to niż zwykła farba. Nie jest pozbawiona szkodliwych składników, jednak ich ilość jest dużo mniejsza niż w drogeryjnych farbach. Ciekawi mnie jeszcze, jak długo będzie się trzymała na włosach, no ale z oceną tego będę musiała jeszcze poczekać :)

środa, 22 maja 2013

Włosowa aktualizacja - 18.05.13

18 komentarzy
Tym razem zdjęcie robione na zewnątrz i zapowiada się, że ostatnie z odrostami, bo po krótkiej przerwie zamierzam wrócić do farbowania.


Ostatnio zbyt mało czasu spędziłam u siebie w mieszkaniu, żeby cokolwiek z włosami porobić, mniej się kręcą i trochę mizerniej wyglądają nie mam pojęcia dlaczego xD Z powodu coraz większej temperatury co raz częściej noszę dwa warkocze - doszłam do wniosku, że nie będę przejmować się tym, czy pasuje to do mojego wieku czy nie, po prostu jest to obecnie najwygodniejsza dla mnie fryzura. Wszelkie upięcia są dla mnie zbyt ciężkie i mnie ciągną, a przy jednym warkoczu mam zasłonięty kark i mnie grzeje. Niestety zaplecenie włosów strasznie mnie zdołowało, gdy porównałam sobie je ze zdjęciem sprzed 5 lat.

Tak było w 2008:

 I teraz:

Później sporo znęcałam się nad włosami, do tego obcięłam grzywkę i dwa lata temu miałam przerzedzane, ale mimo wszystko nie mogę przeboleć, że gdy prawie w ogóle nie dbałam o włosy, były grubsze. Do tego były takie długie, a ja to zmarnowałam... no ale wszystko jeszcze przede mną :)

piątek, 26 kwietnia 2013

Moje doświadczenia z trwałym prostowaniem

12 komentarzy
W przeszłości jako wiecznie niezadowolona posiadaczka kręconych włosów oczywiście nie raz myślałam o tym, jak to fajnie byłoby mieć proste... Pierwszą prostownicę kupiłam w podstawówce, wydając całe moje ówczesne oszczędności (300zł dla małej dziewczynki to było coś :D). Jednak takie domowe prostowanie nie szczególnie się sprawdzało - długo trwało, potrzebowałam do tego pomocy, efekt nie był idealny, do tego nawet odrobina wilgoci wszystko niszczyła - dlatego bardzo rzadko prostowałam włosy. W drugiej klasie liceum (2008 rok), gdy miałam już serdecznie tych upierdliwych i puszących się kręciołków, zdecydowałam się w końcu na jakąś trwalszą formę wyprostowania ich.

Prostowanie chemiczne

Długo się zastanawiałam, ale w końcu nie byłam w stanie odpuścić. Miałam je robione u fryzjera kosmetykami Farouk, kosztowało to mnie z tego co pamiętam około 400zł. Wykonanie trwało dość długo, do tego według fryzjerki miałam wyjątkowo oporne i trudne do wyprostowania włosy, z czym pierwszy raz się spotkała. Efekt nie był idealny, włosy lekko się falowały i do tego puszyły. Na co dzień jeśli chciałam je całkiem okiełznać musiałam używać zwykłej prostownicy. Najgorsze było jednak zniszczenie włosów - były przeraźliwe suche, praktycznie siano. Mimo wszystko byłam zadowolona, że nie muszę się użerać ze swoimi kręconymi i po roku ponownie zdecydowałam się na trwałą prostująca. Wyszło dużo gorzej, odrosty całkiem się falowały, natomiast reszta włosów (ta po dwóch prostowaniach) była w opłakanym stanie. Zdecydowanie nikomu nie polecam takiego chemicznego prostowania, szkoda włosów.

Prostowanie keratynowe

O tej metodzie pierwszy raz usłyszałam podczas wizyty u fryzjera. Polega ona na wygładzeniu włosów przez wprasowanie keratyny i nie niszczy tak jak prostowanie chemiczne. Po powrocie do domu oczywiście poszperałam trochę w Internecie, wtedy też dowiedziałam się o Encanto. Pierwszy raz wolałam jednak nic nie robić sama i udać się do salonu (oczywiście do tego, w którym mi wcześniej o owej usłudze pierwszy raz opowiedziano xD), co, jak się później okazało, było sporym błędem.

Zdecydowałam się na obcięcie grzywki i wyprostowania tylko jej, resztę włosów zostawiając w spokoju. Mimo to zapłaciłam aż 150zł! Nie jestem pewna jakimi kosmetykami było wykonane prostowanie, sugerując się stroną salonu mogło to być Nanokeratin System. Efekt niestety utrzymał się bardzo krótko, kilka myć. Później włosy co najwyżej trochę mniej się kręciły i były gładsze.

Kolejne podejście - Encanto

W końcu postanowiłam zająć się swoją grzywką sama w domu, kupując przez Internet kosmetyki do prostowania Encanto. Zabieg nie był przyjemny, konieczne były maseczki na twarz. Ale efekt powalający - pierwszy raz w życiu miałam naprawdę proste włosy i po myciu już nic nie musiałam poprawiać prostownicą! 3-4 miesiącach przestało być tak świetnie, ale włosy dalej nie kręciły się tak jak wcześniej, zaczynały się już jednak puszyć. Miałam nawet obawy, że moje włosy nigdy nie wrócą do dawnych loków, ale ciężko było cokolwiek stwierdzić patrząc na samą grzywkę.

Encanto po raz drugi

Chcąc okiełznać puszącą i wywijającą się grzywkę, po 5 ponad miesiącach od poprzedniego prostowania znowu zrobiłam Encanto. Jednak tym razem zabieg przyniósł jedynie minimalną poprawę, nie wiem czy to dlatego, że kosmetyki zbyt długo były otwarte czy może dlatego, że zmieszałam keratynę z odżywką, przez co prostowałam włosy tylko jeden raz. W każdym razie po tym małym niepowodzeniu nie skreślałabym Encanto ;)

Nawet w chwili obecnej (prawie rok od pierwszego prostowania tym środkiem) widać różnicę między włosami potraktowanymi Encanto, a resztą. Ostatnio zapuszczam grzywkę i ciągle ta "stara część" kręci się wyraźnie mniej.

Cocochoco

Pisałam o nim całkiem niedawno tutaj. Tym razem zdecydowałam się wykonać zabieg na całe włosy. Nie liczyłam, że będą proste i jak się okazało, miałam rację. Chodziło mi głównie o wygładzenie, poza tym obawiałam się trochę, że po Encanto moje włosy nie wróciły by do dawnego skrętu. W gruncie rzeczy jestem zadowolona, choć muszę przyznać, że z moimi włosami Cocochoco nie dało sobie rady. Skręt jest jednak trochę luźniejszy i chyba mniej się puszą.

Podsumowanie

Po pierwsze, gdyby ktoś jeszcze miał takie głupie pomysły - nigdy nie róbcie prostowania chemicznego, nie warto ryzykować kompletnego zniszczenia włosów.

Polecić za to mogę keratynowe zabiegi, które nie tylko prostują nie niszcząc, ale też i poprawiają stan włosów (jednak tylko wizualnie i dopóki keratyna się nie wypłucze). Z drugiej strony moim (chyba wyjątkowo opornym) włosom podołało tylko Encanto, które zawiera niestety szkodliwy aldehyd. Poza tym jeśli już zdecydujemy się na prostowanie keratyną, lepiej samemu kupić kosmetyki i zrobić je w domu. W salonie wychodzi drogo, a efekt bywa gorszy.

środa, 24 kwietnia 2013

Włosowa aktualizacja - 20.04.13

15 komentarzy
W końcu podcięłam końcówki, po ponad dwóch latach od ostatniej wizyty u fryzjera :D Pierwszy raz robiłam to sama, zapewne wyszło krzywo, ale mam nadzieję, że tego nie widać. Poszło parę centymetrów, nie wiem dokładnie ile, ale starałam się jak najmniej włosów poświęcić. do tego jakieś dwa tygodnie temu zrobiłam Cocochoco (o czym pisałam w poprzednim wpisie) przez co skręt jest trochę luźniejszy.


Chyba tym razem kolor włosów udało mi się złapać w miarę takim jakim jest (choć jak wiadomo prawdziwego koloru danej rzeczy nigdy nie widzimy ;D ). Poza tym mam wrażenie, że moje włosy wyglądają lepiej na zdjęciach niż w rzeczywistości.

sobota, 13 kwietnia 2013

Po Cocochoco

11 komentarzy
Niedawno zdecydowałam się na keratynowy zabieg Cocochoco (podobny do bardziej znanego Encanto). Znając oporność moich włosów nie liczyłam, że uda mi się je wyprostować, ale może chociaż wygładzić.
Keratynowe prostowanie włosów to zabieg, który ma na celu wyprostowanie, wygładzenie, odżywienie oraz pełną regenerację struktury włosa. Polega na wprasowaniu we włosy keratyny, która wnika w ich strukturę oraz otula każdy włos.


Pierwszym krokiem było dwukrotne umycie włosów szamponem z zestawu, a następnie wysuszenie. Moje włosy wyglądały po tym strasznie:


...a i tak były jeszcze odrobinę wilgotne xD Z przodu mam odrastającą grzywkę, więc po takim napuszeniu wyszła fryzura godna lat 80 :)
Następne było nakładanie keratyny, kolejne suszenie i w końcu prostowanie. Po tym moje włosy wyglądały tak:


Po Cocochoco (inaczej niż po Encanto) nie można myć włosów przez 3 dni. Już przez ten czas włosy zaczynały mi się falować, więc wiedziałam, że efekt nie będzie zbyt duży.


Tak wyglądały moje włosy po pierwszym myciu, nie wiedziałam za bardzo jak je wystylizować, więc dałam tylko odrobinę pianki, czesałam na mokro i normalnie później suszyłam.


Po trzech myciach, stylizowałam już jak na co dzień,  zdjęcie robiłam wieczorem przy sztucznym świetle.

Jak pisałam na początku, nie liczyłam na zbyt wiele, ale efekty i tak są niewielkie. Włosy są gładsze, trochę mniej się puszą, ale skręt jest tylko minimalnie mniejszy.

Wkrótce postaram się napisać jakieś podsumowanie różnych prostowań, z którymi miałam styczność do tej pory.