piątek, 26 kwietnia 2013

Moje doświadczenia z trwałym prostowaniem

12 komentarzy
W przeszłości jako wiecznie niezadowolona posiadaczka kręconych włosów oczywiście nie raz myślałam o tym, jak to fajnie byłoby mieć proste... Pierwszą prostownicę kupiłam w podstawówce, wydając całe moje ówczesne oszczędności (300zł dla małej dziewczynki to było coś :D). Jednak takie domowe prostowanie nie szczególnie się sprawdzało - długo trwało, potrzebowałam do tego pomocy, efekt nie był idealny, do tego nawet odrobina wilgoci wszystko niszczyła - dlatego bardzo rzadko prostowałam włosy. W drugiej klasie liceum (2008 rok), gdy miałam już serdecznie tych upierdliwych i puszących się kręciołków, zdecydowałam się w końcu na jakąś trwalszą formę wyprostowania ich.

Prostowanie chemiczne

Długo się zastanawiałam, ale w końcu nie byłam w stanie odpuścić. Miałam je robione u fryzjera kosmetykami Farouk, kosztowało to mnie z tego co pamiętam około 400zł. Wykonanie trwało dość długo, do tego według fryzjerki miałam wyjątkowo oporne i trudne do wyprostowania włosy, z czym pierwszy raz się spotkała. Efekt nie był idealny, włosy lekko się falowały i do tego puszyły. Na co dzień jeśli chciałam je całkiem okiełznać musiałam używać zwykłej prostownicy. Najgorsze było jednak zniszczenie włosów - były przeraźliwe suche, praktycznie siano. Mimo wszystko byłam zadowolona, że nie muszę się użerać ze swoimi kręconymi i po roku ponownie zdecydowałam się na trwałą prostująca. Wyszło dużo gorzej, odrosty całkiem się falowały, natomiast reszta włosów (ta po dwóch prostowaniach) była w opłakanym stanie. Zdecydowanie nikomu nie polecam takiego chemicznego prostowania, szkoda włosów.

Prostowanie keratynowe

O tej metodzie pierwszy raz usłyszałam podczas wizyty u fryzjera. Polega ona na wygładzeniu włosów przez wprasowanie keratyny i nie niszczy tak jak prostowanie chemiczne. Po powrocie do domu oczywiście poszperałam trochę w Internecie, wtedy też dowiedziałam się o Encanto. Pierwszy raz wolałam jednak nic nie robić sama i udać się do salonu (oczywiście do tego, w którym mi wcześniej o owej usłudze pierwszy raz opowiedziano xD), co, jak się później okazało, było sporym błędem.

Zdecydowałam się na obcięcie grzywki i wyprostowania tylko jej, resztę włosów zostawiając w spokoju. Mimo to zapłaciłam aż 150zł! Nie jestem pewna jakimi kosmetykami było wykonane prostowanie, sugerując się stroną salonu mogło to być Nanokeratin System. Efekt niestety utrzymał się bardzo krótko, kilka myć. Później włosy co najwyżej trochę mniej się kręciły i były gładsze.

Kolejne podejście - Encanto

W końcu postanowiłam zająć się swoją grzywką sama w domu, kupując przez Internet kosmetyki do prostowania Encanto. Zabieg nie był przyjemny, konieczne były maseczki na twarz. Ale efekt powalający - pierwszy raz w życiu miałam naprawdę proste włosy i po myciu już nic nie musiałam poprawiać prostownicą! 3-4 miesiącach przestało być tak świetnie, ale włosy dalej nie kręciły się tak jak wcześniej, zaczynały się już jednak puszyć. Miałam nawet obawy, że moje włosy nigdy nie wrócą do dawnych loków, ale ciężko było cokolwiek stwierdzić patrząc na samą grzywkę.

Encanto po raz drugi

Chcąc okiełznać puszącą i wywijającą się grzywkę, po 5 ponad miesiącach od poprzedniego prostowania znowu zrobiłam Encanto. Jednak tym razem zabieg przyniósł jedynie minimalną poprawę, nie wiem czy to dlatego, że kosmetyki zbyt długo były otwarte czy może dlatego, że zmieszałam keratynę z odżywką, przez co prostowałam włosy tylko jeden raz. W każdym razie po tym małym niepowodzeniu nie skreślałabym Encanto ;)

Nawet w chwili obecnej (prawie rok od pierwszego prostowania tym środkiem) widać różnicę między włosami potraktowanymi Encanto, a resztą. Ostatnio zapuszczam grzywkę i ciągle ta "stara część" kręci się wyraźnie mniej.

Cocochoco

Pisałam o nim całkiem niedawno tutaj. Tym razem zdecydowałam się wykonać zabieg na całe włosy. Nie liczyłam, że będą proste i jak się okazało, miałam rację. Chodziło mi głównie o wygładzenie, poza tym obawiałam się trochę, że po Encanto moje włosy nie wróciły by do dawnego skrętu. W gruncie rzeczy jestem zadowolona, choć muszę przyznać, że z moimi włosami Cocochoco nie dało sobie rady. Skręt jest jednak trochę luźniejszy i chyba mniej się puszą.

Podsumowanie

Po pierwsze, gdyby ktoś jeszcze miał takie głupie pomysły - nigdy nie róbcie prostowania chemicznego, nie warto ryzykować kompletnego zniszczenia włosów.

Polecić za to mogę keratynowe zabiegi, które nie tylko prostują nie niszcząc, ale też i poprawiają stan włosów (jednak tylko wizualnie i dopóki keratyna się nie wypłucze). Z drugiej strony moim (chyba wyjątkowo opornym) włosom podołało tylko Encanto, które zawiera niestety szkodliwy aldehyd. Poza tym jeśli już zdecydujemy się na prostowanie keratyną, lepiej samemu kupić kosmetyki i zrobić je w domu. W salonie wychodzi drogo, a efekt bywa gorszy.

12 komentarzy:

  1. Ja mam cały czas obawy przed tą metodą.
    Oczywiście, ze zawsze wzdychałam za prostymi włosami, ale wolę jednak walczyć z moimi falami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba najlepiej pokochać właśnie to, co się ma. Tylko mnie jakoś ciężko to przychodzi xD

      Usuń
  2. Ostatnio miałam ochotę na prostowanie kreatynowe, ale kobieta zmienną jest i teraz odpuściłam :)

    zlotapigmejka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam, też ciągle się zastanawiam, czy spróbować wyprostować całe czy nie :D

      Usuń
  3. ja robiłam u fryzjera dawno temu Nanokeratin System (albo globalkeratin?..) i trzymało się super, a za włosy za ramiona dałam 150zł :) jestem zadowolona bo dzięki temu przestałam prostować włosy prostownicą. powtórzyłam ten zabieg jeszcze 2 razy, teraz już mam proste bo albo zmieniła się ich struktura albo przez długość przestały się wywijać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzę, że ładnie ze mnie zdarli w salonie, w którym robiłam :/ Do tego u mnie się to w ogóle nie sprawdziło, no ale każdym włosom co innego podejdzie.

      Usuń
  4. Hmmm... Ostatnio na wielu blogach o tym czytałam. Może się skuszę i wreszcie moje fale będą okiełznane ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, co ja bym dała, żeby mieć takie piękne kręciołki, a ty je chcesz prostować.. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej ;) Napisałaś u mnie na blogu, że studiujesz informatyke. Chciałabym się dowiedzieć, czy zanim poszłaś na studia interesowałaś się informatyką, umiałaś dużo w tej dziedzinie? Myślałam o tych studiach, ale nie mam przygotowania, niewiele umiem. I czy zdawałaś maturę z tego przedmiotu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed studiami znałam się tylko trochę na technologiach webowych, ale na pierwszym roku to i tak nie miało żadnego znaczenia. Generalnie nie umiałam nic :) Na początku niestety jest dużo ogólnych związanych z informatyką raczej luźno (a moim zdaniem w ogóle niepotrzebnych) takich jak matma. Im dalej tym więcej było już jakiś konkretnych przedmiotów ale i tak jest to taka szeroka dziedzina, że nie zawsze wszystko każdego interesuje. Jeśli chce się być dobrym trzeba dokształcać się we własnym zakresie, ale uczelnia pokaże co i jak :)
      Matury nie zdawałam bo nie była obowiązkowa na mojej polibudzie. Dostałam się z kiepsko zdaną rozszerzoną matmą, u nas raczej nie było ciężko się dostać bo i tak jest przesiew na pierwszym semestrze.
      Moim zdaniem warto próbować :D

      Usuń
  7. polecasz bardziej cocohoco czy encanto? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o wyprostowanie mocno skręconych włosów, to encanto. Cocochoco może być dobre, jeśli chce się tylko wygładzenia albo włosy kręcą się tylko trochę.

      Poza tym zrobienie cocochoco jest tak nieprzyjemne jak encanto, ale dla lepszego efektu chyba jednak lepiej pomęczyć się z tym drugim :)

      Usuń