Tym razem zdjęcie robione na zewnątrz i zapowiada się, że ostatnie z odrostami, bo po krótkiej przerwie zamierzam wrócić do farbowania.
Ostatnio zbyt mało czasu spędziłam u siebie w mieszkaniu, żeby cokolwiek z włosami porobić, mniej się kręcą i trochę mizerniej wyglądają nie mam pojęcia dlaczego xD Z powodu coraz większej temperatury co raz częściej noszę dwa warkocze - doszłam do wniosku, że nie będę przejmować się tym, czy pasuje to do mojego wieku czy nie, po prostu jest to obecnie najwygodniejsza dla mnie fryzura. Wszelkie upięcia są dla mnie zbyt ciężkie i mnie ciągną, a przy jednym warkoczu mam zasłonięty kark i mnie grzeje. Niestety zaplecenie włosów strasznie mnie zdołowało, gdy porównałam sobie je ze zdjęciem sprzed 5 lat.
Tak było w 2008:
I teraz:
Później sporo znęcałam się nad włosami, do tego obcięłam grzywkę i dwa lata temu miałam przerzedzane, ale mimo wszystko nie mogę przeboleć, że gdy prawie w ogóle nie dbałam o włosy, były grubsze. Do tego były takie długie, a ja to zmarnowałam... no ale wszystko jeszcze przede mną :)
środa, 22 maja 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




jeden warkocz z moich wszystkich włosów nie jest nawet tak gruby jak jeden z Twoich teraz.. więc szczerze zazdroszcze :)
OdpowiedzUsuńNo nie mogę uwierzyć. Zdajesz sobie kobieto sprawę, że ja mam to samo?! Kilka lat temu, przed całym włosomaniactwem miałam mniej-więcej taką samą grubość włosów, a teraz (pomijając fakt że tez ostatnio przekonałam się do dwóch warkoczyków) mam też taką grubość plecionek.
OdpowiedzUsuńI dlaczego nas to spotyka? Sama się już jakiś czas zastanawiam, dlaczego skoro dbam o nie i nie wypadają ponad 100 sztuk dziennie, grubość warkoczy jest mniejsza i ubolewam nad tym strasznie :( Więc rozumiem Cię. A jakbyś dociekłą przyczynę lub jakoś zaradziła temu problemowi- proszę, daj mi znać.
Ja miałam taką teori, że może moje włosy się przerzedziły i rzeczywoście, ale już przedziałek wygląda normalnie, tak jak kilka lat temu. W dodatku gdzieś przeczytałam, ze to może wygładzenie włosów po kosmetykach, a kiedyś były spuszone. No ale... żeby aż tak? więc już sama nie wiem i się podłamałam. Ale no jestem z Tobą.
A co do zdjęcia, to bardzo ładny kolor :) I to fascynujące, jak luźne fale masz przy czubku głowy, a jakie loczki Ci się tworzą na końcach!
Chodzi o to, że teraz łuski włosów są bardziej domknięte i włosy bardziej do siebie przylegają. To dobrze wróży i nie ma się czym przejmować :)
UsuńAle jak wysoko porowate mogą mieć łuski domknięte?
UsuńAle porównaj końcówki. Wiem jaki ból sprawia patrzenie na swoje grubsze włosy,ale pomyśl sobie,że mogło być zdecydowanie gorzej. Twój jeden warkoczyk to mój jeden cały z wszystkich włosów,ale powoli się zaczynam do tego przyzwyczajać :)
OdpowiedzUsuńno tak, końcówki to koszmar, wtedy jeszcze czesałam włosy na sucho, brrr...
UsuńMożliwe, że mniejsze puszenie ma wpływ na objętość. Ja mam znacznie grubszy warkocz w dniach, kiedy włosy są wściekle spuszone i nastroszone, niż w tych, kiedy mają się dobrze.
OdpowiedzUsuńteż tak sądzę. A i tak nadal grubość warkoczy jest imponująca :)
UsuńPiękny kolor!
OdpowiedzUsuńdzięki, ale normalnie chyba tak nie wygląda i ciepły odcień to zasługa światła słonecznego :)
UsuńMarzę o takiej długości! Ja kilka lat temu też miałam dużo grubsze włosy u było ich więcej :(
OdpowiedzUsuńAle śliczne kręciołki! :)) wyłącz sobie weryfikację obrazkowa :)
OdpowiedzUsuńdzięki :D wyłączyłam ;)
UsuńAle teraz wyglądają znacznie lepiej i są dużo zdrowsze co widać po końcówkach ;)
OdpowiedzUsuńw 2008 miałaś bardzo grube włosy trochę ci ubyło
OdpowiedzUsuńPiękny skręt. :)
OdpowiedzUsuńA mi się wydaje, że na zdjęciu z 2008 roku miałaś napuszone włosy, przez co wydaje się, że jest ich więcej.
Dziękuję :) Bardzo możliwe, że były napuszone, zwłaszcza, że czesałam je wtedy na sucho.
UsuńJeszcze nie widziałam loczków tego typu, bardzo ciekawie to wygląda. :)
OdpowiedzUsuń